132. Upiór w operze, reż. Joel Schumacher

132. Upiór w operze, reż. Joel Schumacher

Oryginalny tytuł: Phantom of the OperaReżyseria: Joel SchumacherScenariusz: Joel Schumacher, Andrew Lloyd WebberNa podstawie: powieści Gastona LerouxaZdjęcia: Josh MathiesonMuzyka: Andrew Lloyd WebberKraj: USAGatunek: Musical, MelodramatPremiera światowa: 04 grudnia 2004Premiera polska: 14 stycznia 2005Obsada: Gerard Butler, Emmy Rossum, Patrick Wilson, Miranda Richardson, Minnie Driver, Simon Callow, Ciaran Hinds

     Christine Daae trafia do paryskiej opery gdzie zostaje tancerką. Gdy

podczas jednej z prób zdarza się wypadek a diwa buntuje się i odchodzi

Christine staje przed szansą pokazania na co ją stać. Gdy podczas

swojego pierwszego występu wypadła znakomicie wszyscy są zachwyceni.

Twierdzi, że swój głos zawdzięcza Aniołowi Muzyki, który po śmierci jej

ojca przyszedł do niej. Po kilku spotkaniach Upiór zakochuje się w

Christine, niestety na horyzoncie pojawia się Raoul była miłość

Christine, który nigdy nie przestał jej kochać a teraz został nowym

patronem opery.     Pierwsze co napiszę to, że film jest wspaniały :) Walnęłam od razu z grubej rury bo nie wiem od czego zacząć :PNie

oglądałam ani żadnego musicalu takiego wcześniej, tzn. starszych

wersji, ani nie czytałam książki, ani nic. Już od dawna zbierałam się do

obejrzenia tego filmu i nie żałuję.    Film jest piękny. Pomysł

ciekawy. W ogóle się nie nudziłam, nie zauważyłam kiedy zleciał mi ten

czas. To wszystko dzięki temu wszystkiemu co się działo w tej operze,

dzięki tej cudownej muzyce, która wzruszała moje serce.    Sam wątek

jest dość niezwykły. Oszpecony przez naturę człowiek przywdziewa maskę,

rządzi w operze i zakochuje się w pięknej kobiecie. Jest to dość

niezwykłe, ponieważ nie chciał jej się ujawnić, tzn. pokazać jej swojej

twarzy. Skoro ją kochał to nie powinien mieć przed nią tajemnic , a

jeżeli chciał, żeby go pokochała to w końcu musiałby zdjąć tą maskę, bo

na pewno czułby się lepiej, gdyby wiedział, że ona kocha go ze

wszystkimi jego wadami i zaletami.     Podobało mi się w filmie to

takie przeskakiwanie w czasie. Czarno biała teraźniejszość i kolorowe

zdarzenia z przeszłości. Kolory odgrywały w tym filmie dość ważną rolę,

przynajmniej dla mnie. Sprawiały, że obraz przykuwał uwagę, czasami było

to może zbyt przesadne, ale cóż zrobić :)    Komuś może się nie

spodobać forma tego filmu, mianowicie forma musicalu. Rzeczywiście

wszystkie teksty jakie wypowiadają w filmie to właściwie je wśpiewują,

ale zdarzają się też wyjątki :) mnie osobiście bardziej ten film

poruszył w takiej formie, myślę, że gdyby zrobili go na zwykły gadany

film to w ogóle bym się nie wzruszyła.Niesamowita była w tym filmie

muzyka i śpiew. To było po prostu chwytające za serce. Popłakałam się

chyba z trzy razy, ale nie tylko przez muzykę. Muzyka i tekst piosenek

genialnie został wkomponowany w wydarzenia. Sceną, która wzruszyła mnie

najbardziej było przedstawienie Don Juana, gdzie Raoul zastawił pułapkę

na Upiora. Upiór przebrał się za jedną postać i śpiewał piosenkę wraz z

Christianą. To było takie piękne, tyle było w tym miłości, sposób w jaki

na siebie patrzyli, sposób w jaki on jej dotykał, jak śpiewał do niej,

że ją kocha a ona ściągnęła mu wtedy maskę z twarzy i cała sala

zobaczyła jego prawdziwe oblicze. Wtedy ją porwał a ja normalnie

wybuchnęłam płaczem. Byłam w takim szoku i w ogóle po tej całej pieśni,

że chwilę to trwało zanim dotarło do mnie, że płacze. Inną piękną

scena, była akcja ratowania Christiny przez Raoula a właściwie moment, w

którym Upiór pozwolił im odejść. To było takie niesamowite. Jednak

sceną, która najbardziej mnie wzruszyła, była scena z teraźniejszości.

Pokazany jest Raoul na wózku, z katarynką w ręku, tą samą, którą kiedyś

zachwycał się Upiór, położył ją przy grobie Christine, a obok leżała

czerwona róża obwiązana czarną wstążką, taką jaką zwykle dawał jej

Upiór, a całość opasał pierścionek, który Christine zostawiła mu jak

odchodziła. Zaczęłam tak płakać, że szok. Po tylu latach pokazał jak

bardzo ją kocha, nadal ją kocha. To było piękne ;(    Według mnie

trzy główne postacie czyli Christine, Upiór i Raoul zagrali po prostu

rewelacyjnie, najbardziej jednak podobał mi się Upiór. Pomimo tego jego

ujawnienia wcale nie przestałam go lubić, wcale nie był taki

odrażający... Taki niesamowity człowiek. Nie wiem czemu, ale więź jaka

powstała między nim a Christine naprawdę mnie zadziwiła i sprawiła, że

zaczęłam płakać.    Film był naprawdę piękny, wiem, że nie każdemu się może spodobać, ale mnie się podob bardzo :)