213, Gry weselne, reż. Ol Parker

213, Gry weselne, reż. Ol Parker

Oryginalny tytuł: Imagine Me and YouReżyseria: Ol ParkerScenariusz: Ol ParkerZdjęcia: Ben DavisMuzyka: Alex HeffesKraj: USA, Wielka Brytania, NiemcyGatunek: Dramat, Komedia romantycznaPremiera światowa: 09 września 2005Premiera polska: 14 lipca 2006Obsada: Piper Perabo, Lena Headey, Matthew Goode, Darren Boyd, Anthony Head, Celia Imrie, Sue Johnston

    Ten dzień. Właśnie tego dnia Rachel i Heck biorą ślub. Gdy ojciec Rachel

prowadzi ją do ołtarza ta w tłumie zauważa kwiaciarkę, która szykowała

dla nich kwiaty. Od tego momentu wszystko się komplikuje tylko, że

Rachel jeszcze nie jest tego świadoma.    

Przyznam, że byłam troszkę zaskoczona tym filmem. Właściwie to od

samego początku, aż do samego końca. Zaskoczył mnie początek, a

zakończenie było takie zaskakujące, że aż mnie normalnie zszokowało.   

No, ale po kolei. Film zaczyna się dość obiecująco- ślub. Każdy myśli,

że ta chwila zmieni wszystko w ich życiu. No i zmienia. W tym wypadku

niestety na gorsze. Dla mnie w pewnym sensie ten cały przebieg zdarzeń

jest troszku niezrozumiały. A oto skrót wydarzeń: Ślub Rachel i Hecka,

na którym Rachel dostrzega kwiaciarkę Luce. Luce pomaga Rachel wyciągnąć

z ponczu jej obrączkę. Rachel zaprasza Luce na kolację, do niej i do

Hecka, na której będzie również Coop, przyjaciel Hecka. W pewnym

momencie dzieje się coś dla mnie niemożliwego... Rachel czuje lekkie

skrępowanie, gdy zbliża się do Luce. Heck mówi Rachel o tym, że Luce

jest homoseksualna. Pomimo to proponuje, żeby Luce spędziła z Rachel

wieczór. Później lądują na zapleczu kwiaciarni, gdy Rachel dostrzega, że

jej roztargnienie negatywnie wpływa na Hecka. No i potem totalna

katastrofa. Heck się dowiaduje... Zakończenie tego wszystkiego nie było

takie jak się spodziewałam. Wiadomo, że mogą być dwa rozwiązania tej

sytuacji, albo będzie z Heckiem, bo w końcu to jej mąż, albo wybierze

Luce. Wybór mnie trochę rozbroił, ale w sumie... to tylko film. Dlaczego

o tym piszę? Dlatego, że troszkę mnie to zirytowało, ten cały rozwój

sytuacji. Jak to możliwe, że laska jak dotąd nie dowiedziała się, że

jest homoseksualistką? Dlaczego brała ślub z facetem, którego nie

kochała?  Pewnie myślicie dlaczego tak uważam. To proste! Jak laska może

kochać faceta, a wystarczy jedno spojrzenie na jakąś kobietę i nagle

zdaje sobie sprawę, że jest homoseksualna. Pewnie myślicie dlaczego

uważam, że jedno spojrzenie to spowodowało. Otóż... kilka dni później

jakoś bez powodu do niej polazła do tej kwiaciarni. Nie rozumiem. Ludzie

na siłę komplikują sobie życie. Gdyby tam nie polazła to nic takiego

nie miałoby miejsca i wszyscy byliby szczęśliwi. Pewnie pomyślicie, że

mam jakąś awersję do homoseksualistów. Otóż nie. Po prostu cały ten

motyw trochę mnie rozwalił i musiałam to z siebie wydusić. A w ogóle...

co za mąż proponuje, żeby jego żona spotkała się z lesbijką? Faceci nie

umieją czytać między wierszami, a z tych właśnie ukrytych tekstów widać

było, że coś się dzieje między Luce i Rachel. Jakby to powiedzieć...

facet sam jest sobie winny, że sprawy potoczyły się tak a nie inaczej.   

No, ale ten film we mnie emocje wzbudził, że szok :) i to jest w nim

dobre. Naprawdę daje do myślenia i to jest najlepsze :) uwielbiam takie

filmy :)     Spodobała mi się reakcja rodziców Rachel, gdy się

dowiedzieli, że kocha też Luce. Nie było jakiś kretyńskich wykładów..

tylko zrozumienie i dobre rady :) to też bardzo wiele może nauczyć :)    

W jednej z głównych ról zobaczymy Piper Perabo jako Rachel, która znana

jest nam już z filmu "Coyote Ugly". Zagrała po prostu rewelacyjnie :) W

roli jej męża Hecka zobaczymy Matthew Goode, którego mogliśmy już

podziwiać w filme "Córka prezydenta" oraz "Wszystko gra". Trochę

rozwaliła mnie jego gra, ale kocham ten jego angielski akcent :) W

postać Luce wcieliła się Lena Headey, która występowała również w

"Jaskini" oraz "Nieustraszonych braciach Grimm". Najbardziej zaskoczyło

mnie pojawienie się pewnej postaci, a mianowicie Neda, czyli ojca

Rachel, którego grał nie kto inny jak tylko Anthony Head. Jasne...

pewnie nic wam to nie mówi :P ale ja jako fanka serialu pod tytułem

"Buffy- postrach wampirów" byłam jednocześnie zszokowana i zauroczona

tym, że znowu mogłam zobaczyć bibliotekarza Ruperta Gilesa, który był

wiernym obserwatorem dzielnej pogromczyni :)     Film według mnie jest świetny i uważam, że każdy powinien ten film zobaczyć.